Na ten nowy rok

23.12.2022

Dobrnęliśmy do końca trzeciego roku operacji niewolenia globu. W dużo mniejszej niestety liczbie, aniżeli u jej początku. Kiedy robi się tego typu roczne podsumowania, wyliczając porażki, błędy i to, czego zrealizować się nie udało, szczególnie eksponuje się, choćby nieliczne, osiągnięcia, akcentując ich wagę, mając nadzieję na lepszy rok przyszły. Po raz kolejny, jest z tym coraz trudniej i ciężko sobie nawet wyobrazić, co będziemy musieli powiedzieć za rok o tej porze, i w jakim gronie. Wiele wskazuje na to niestety, że nie będziemy nawet mogli o tym mówić.

Z tego powodu, skoncentrujmy się na tym, co jeszcze jest możliwe i przyjrzyjmy się temu, jak widzą rok przyszły ludzie piszący dla nas scenariusze od wielu lat. Mam tu na myśli magazyn The Economist, który każdego roku, na początku grudnia, przedstawia okładkę, na której znajduje się przesłanie dla świata, dotyczące kolejnych 12 miesięcy. Oczywiście nie w oparciu o jakiś szczególny dar profetyzmu tak zwanych dziennikarzy, a na bazie przedłożonych im założeń do realizacji na rok przyszły, czyli zwykłej agendy, którą należy rozpropagować, by łatwiejsze było jej późniejsze wdrażanie. Jest to podprogowe wtłaczanie nam konkretnych klisz, byśmy mogli łatwiej je później uznać za oczywiste i nieuniknione. W moich książkach, felietonach i nagraniach, staram się je rokrocznie analizować, bo lubię wiedzieć, co też nowego planują dla nas ci, u których żurnaliści The Economist robią za PR-owców.

Opisałem ich już pięć w przeszłości („Covidowe Jeże”, TerraMar Utopia Elit”), a zatem, jako analityk-amator z pewną praktyką, przedstawiam najnowsze swoje spostrzeżenia dotyczące założeń światowej banksterki na rok 2023.

Jeśli porównamy ją z tą z roku ubiegłego, zauważymy natychmiast, że zachowana została podobna stylistyka. Logicznie, albowiem obie dotyczą świata zdeterminowanego toczącym się za naszą wschodnią granicą, konfliktem. Te wcześniejsze miały zupełnie inny wygląd, odwoływały się do śmiercionośnego wirusa, którego likwidowanie przejawia się wzrostem tak zwanych zgonów nadmiarowych na wszelkie inne choroby, niż ta zwalczana. Jest to ponownie okładka zbudowana na dwóch kolorach – tym razem czarnym i czerwonym. O tej ubiegłorocznej, co przypominam w swej najnowszej książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022” , pisałem, że: „jest szara, jak nasze życie w ostatnich latach, czyli zdaniem twórców magazynu nie stanie się ono nagle kolorowe, ale jest tam przecież jeden kolor. To barwa czerwieni, która ma jednoznaczne konotacje w świecie człowieka – to kolor nakazujący najwyższą uwagę, przestrzegający przed niebezpieczeństwem. Tym kolorem wyróżniono zresztą na okładce w samym tytule rok”. Tym razem szarość przeszła zdecydowanie w czerń, a więc nie ma już dwuznaczności, niedopowiedzeń – ma być bardzo źle. Cyfry 2023 pozostają i tym razem podkreślone barwą czerwoną, zatem wysoki poziom zagrożenia dotyczyć ma całego roku.

Podobnie, jak poprzednio – całą grafikę zbudowano na planie koła. O ile jednak na tamtej dominował wzór oktagramu, na tegorocznej widzimy układ heksagonalny – głównymi jej elementami są postaci sześciorga polityków. Co znamienne, znalazłem w sieci dwie okładki magazynu, skierowane do odbiorców w różnych krajach i są niemal identyczne, ale różni je umiejscowienie i wielkość fotografii prezydenta Joe Bidena. A to sugeruje że pozycja tego polityka może się w nadchodzącym roku zmienić. Z pewnością, wielkość i miejsce danej osoby na okładce, nie są przypadkowe. W centrum widzimy Władimira Putina, tuż obok Xi Jinpinga. Na obu okładkach sąsiadują z nimi prezydenci USA i Ukrainy, a choć umieszczone są wszystkie w półzbliżeniu, czyli eksponując postać wobec tła, różnią się wielkością kadru, co obrazować może rolę tych polityków, jaką mają odegrać w nadchodzącym roku. Kolejne dwie fotografie przedstawiają kobiety, ukazane w planie średnim, który w fotografii kadruje postać ludzką od pasa w górę, pozwalając jednak zwrócić uwagę na jej mimikę, mowę ciała. Te panie, to – na samej górze, Tsai Ing-wen, czyli prezydent Republiki Chińskiej, w dużym skrócie – Tajwanu oraz na dole lub w drugiej wersji, obok niej – Giorgia Meloni, czyli obecna premier Włoch. I znowu, panie pokazane są w planie średnim, ale postać Tsai jest odrobinę większa, co odbieram, jako zapowiedź zróżnicowania ich znaczenia w polityce nadchodzących miesięcy. Zgodnie z tym, uwaga świata powinna zostać skierowana wkrótce w stronę Tajwanu, który miałby przyjąć przy tej okazji na siebie ciężar zaangażowania amerykańskiego, przesuwając go zza naszej wschodniej granicy. Możemy pójść dalej w tej analizie i zwrócić uwagę na to choćby, w którym kierunku spoglądają politycy na okładce. Zarówno Putin, jak i Xi Jinping patrzą na zachód, podczas gdy Biden i Zelenski na wschód. Jednak prezydent Tajwanu ma wzrok zwrócony w stronę przywódcy Chińskiej Republiki Ludowej, co pozwala mieć nadzieję, że zaostrzenie relacji na linii Pekin – Tajwan nie zakończy się działaniami militarnymi. Jedyna Meloni patrzy na wprost, układając dłonie w geście uspokajającym, podkreślającym jednocześnie przejrzystość zamiarów. Może zatem Europa odrobinę odetchnie od wojennego napięcia, choć osobiście uważam, że nowa pani premier nie spełni pokładanych w niej nadziei jej wyborców, ale to temat wybiegający poza niniejszą próbę analizy okładki. Warto zwrócić uwagę na widoczne za plecami Bidena wiatraki, co wymownie potwierdza oczekiwania twórców grafiki, iż Stany Zjednoczone nadal będą zdecydowanie zmierzały w kierunku tzw. czystej energii. Oczywiście, nie przesadnie, skoro na dole obrazka umieszczono miniaturę zbiornikowca transportującego skroplony gaz, zapewne do krajów europejskich, którym skutecznie odcięto możliwość korzystania z paliw kopalnych, dostępnych do niedawna na starym kontynencie. Ktoś przecież na tym musi zarobić. Co prawda, obok wizerunku Zelenskiego widoczny jest system wyrzutni pocisków rakietowych, który najbardziej przypomina SSM (Surface to Ship Missile) typ 12, japońskiego Mitsubishi, przeznaczonego głównie do zwalczania statków i okrętów, ale jest on używany przez siły amerykańskie. Faktem jest, że kontrakt na ten typ rakiety wygasa właśnie w roku 2023, ale Japończycy przytomnie rozszerzyli jego możliwości w grudniu 2020 roku, zwiększając zasięg i umożliwiając przenoszenie pocisków przez samoloty F-15. Nie tak dawno umieszczono je zresztą w pobliżu Tajwanu właśnie, stąd obrazek tej wyrzutni należy raczej wiązać z tym rejonem. Wyrzutnia ta, pojawia się na tle rysunku przedstawiającego białe i czerwone krwinki, a więc krew najprościej mówiąc, co w świetle ostatnich doniesień może wskazywać na rosnący problem z nią związany, a ściślej z malejącą ilością tej, nie skażonej jeszcze żadnymi toksynami. Ta zbitka rysunków może jednak zapowiadać niedalekie kłopoty związane z naszym, naturalnym systemem obronnym organizmu.

Postać przywódcy ukraińskiego widnieje na tle cząsteczki, której wiązanie przypomina do złudzenia związek chemiczny występujący pod nazwą metanu. Jest to główny składnik gazu ziemnego, którego ogromne pokłady znajdują się między innymi w południowo-zachodniej części Morza Czarnego. Ale, może też to oznaczać przewidywane zwiększenie oddziaływania przez Federację Rosyjską na infrastrukturę krytyczną Ukrainy, czego wykluczyć nie można.

Obrazek pomiędzy przywódcami Chin i Tajwanu, za głową prezydenta Rosji przedstawia teleskop Webba. Ten, między Xi Jinpingiem i Bidenem obrazuje satelity. Może to świadczyć o dalszym przenoszeniu wyścigu zbrojeń między dzisiejszymi mocarstwami, w obszar kosmosu, ale to, że fotografia pani Tsai „wchodzi” na obrazek teleskopu podpowiada, iż rola Tajwanu, jako głównego producenta mikroprocesorów, będzie istotna dla obu stron dzisiejszego sporu o hegemonię. Tym bardziej, że znajduje się tam także rysunek drona, który po bliższym przyjrzeniu, wygląda na rodzaj pojazdu przyszłości, w którym ja widzę potencjał do transportu osób. Zresztą, widoczny nieco wyżej wysięgnik jakiegoś robota, również podkreśla coraz większą rolę przewidywaną w najbliższym czasie dla półprzewodników i robotyki, jako takiej. Ta ostatnia, przełoży się naturalnie na rynek pracy i znaczną redukcję zatrudnienia dla ludzi na całym świecie.

Nie było moim zamiarem pogrążać nikogo w rozpaczy, ani roztaczać czarnowidztwa, bo osobiście jestem przekonany, że ostatecznie wygra dobro nad złem. Niemniej jednak, przedstawiona tu wizja, jakkolwiek dla wielu osób może się wydać nierealną i opartą na naiwnym czytaniu z … okładki, powinna być brana przynajmniej pod uwagę w naszych rozważaniach o najbliższej przyszłości. Wszystkim Czytelnikom życzę spokojnych i przede wszystkim zdrowych, Świąt Bożego Narodzenia. Do siego roku!

Sławomir M. Kozak